Tak, odpowiedź na facebookowego posta znajdziecie już w tytule
Nasze angielskie "Easter" to imię bogini wiosny - właśnie Eostre lub Ostara. A co jeszcze jest ciekawego w brytyjskiej Wielkanocy?
Od dawien dawna, przed dominacją chrześcijaństwa, Wielkanoc przypadała w okresie, który miał kończyć zimę i ogłaszać radosne powitanie wiosny - stąd pochodzenie nazwy.
A czym różni się obchodzenie tych Świat w Polsce i Anglii?
Royal Maundy - nie, nie chodzi o poniedziałek :/ to obchody Wielkiego Czwartku, podczas których królowa (88 lat, Wszystkiego najlepszego:)!) rozdaje kobietom i mężczyznom (wybranym, po jednym na każdy rok jej życia) czerwone i białe portfeliki - nagroda za służbę społeczeństwu
Good Friday - Bank Holiday - tego dnia piecze się specjalne pikantne bułeczki ze znakiem Krzyża. Ciasto drożdżowe, przyprawy i porzeczki. Trzeba to wypróbować:)
Easter Even - nie jest wolna od pracy :(
Ktoś z Was wie, jak w praktyce wyglądają brytyjskie Święta? Kiedyś pytałam znajomą mamę - mówi, że właściwie ich nie widać - chyba, że jest ę chrześcijaninem
Miłego poświątecznego odpoczynku!
wtorek, 22 kwietnia 2014
czwartek, 10 kwietnia 2014
The Cathedral Church of the Blessed Virgin Mary of Lincoln
Hej :)
Dziś trochę nietypowo, bo zabieram Was na krótką wycieczkę do Anglii. Gdzie dokładnie?
A gdzie byście chcieli? Co najbardziej byście chcieli tam zobaczyć?
Tym razem, pojedziemy do Lincoln. A po co? Usiądźcie wygodnie z kubkiem kawy, ciastka czy co tam lubicie. Już opowiadam.
Dziś trochę nietypowo, bo zabieram Was na krótką wycieczkę do Anglii. Gdzie dokładnie?
A gdzie byście chcieli? Co najbardziej byście chcieli tam zobaczyć?
Tym razem, pojedziemy do Lincoln. A po co? Usiądźcie wygodnie z kubkiem kawy, ciastka czy co tam lubicie. Już opowiadam.
Lincoln to stu tysięczne miasto w East
Midlands. Wydawałoby się niepozornym, gdyby nie to, że to właśnie
TU powstała pierwsz budowla wyższa niż Piramida Cheopsa. I to już
w 1280 roku! (ostateczna forma, po odbudowach, przebudowach, etc.).
A piramida Cheopsa miała wysokość
146, 59m. Rewelacyjny wynik!
Nie tylko Katedra jest tu ciekawa –
samo miasto stanowi gratkę dla historyków, ponieważ można było
tam zamieszkać jeszcze w I w pne.
Tradycyjnie dla początkowych okresów
budownictwa, katedra w Lincoln została zbudowana na wzgórzu, żeby
w razie inwazji stanowić rozpoznawalny i bezpieczny punkt dla
mieszkańców.
Sprawcą tego 'cudu' wykonanego
ludzkimi dłońmi jest pierwszy biskup Lincoln – Remigius de
Fecamp. Zarządził on budowę katedry już w 1072 roku. Budowę
zakończono po dwudziestu latach, w 1092 r, jednak biskup Remigius
nie doczekał momentu, w którym będzie mógł poświęcić swój
projekt, ponieważ zmarł na dwa dni przed jej poświęceniem.
Kolejny fakt? Katedra miała wysokość
160 metrów(!) dla porównania – w Polsce do dzisiejszego dnia nie
ma tak wysokiej budowli sakralnej (najwyższa jest Bazylika Matki
Bożej Bolesnej Królowej Polski – 141,5m), za to o 1,53m
przewyższa ją Katedra w Ulm (Niemcy), jednak jej budowa została
zakończona dopiero w 1890r. Zupełnie inna technologia, musicie
przyznać. Niestety, rok 1549 był świadkiem złamania się tak
wysokiej wieży i nikt nie odważył się odtworzyć tego cudu.
Pozostały dwie wieże po 83 metry każda.
Wysokość
The
Cathedral Church of the Blessed Virgin Mary of Lincoln
nie jest jedyną ciekawostką w jej historii. Jak się okazuje,
Biskup Remigius nie tylko postanowił zbudować tak wysoką Katedrę
ku czci Matki Boskiej, ale także był jednym z sygnatariuszy Magna
Carta, której jedna z czterech kopii znajduje się w archiwum
budynku.
W
Katedrze pochowano wiele znamienitości, z biskupami Lincoln na czele
Remigius
de Fecamp, St Hugh of Lincoln, Katherine Swynford i William Fuller –
to tylko nieliczni pochowani tam.
Dokąd jedziemy następnym razem?
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie :)
poniedziałek, 31 marca 2014
zmiany
Dziś krótko i w celach, że tak powiem, promocyjnych :)
Zapraszam na udoskonaloną i odświeżoną stronę www:
(zajrzyjcie do zakładek AKTUALNOŚCI i KONTAKT :)
ENGLISH24na7
A także (już niedługo również na stronie) do przejrzenia harmonogramu pracy na kwiecień, możliwe jest dodawanie komentarzy w harmonogramie
HARMONOGRAM kwiecień 2014
Już niedługo dłuższy post
pozdrawiam i życzę tak słonecznych dni jak dziś !
Zapraszam na udoskonaloną i odświeżoną stronę www:
(zajrzyjcie do zakładek AKTUALNOŚCI i KONTAKT :)
ENGLISH24na7
A także (już niedługo również na stronie) do przejrzenia harmonogramu pracy na kwiecień, możliwe jest dodawanie komentarzy w harmonogramie
HARMONOGRAM kwiecień 2014
Już niedługo dłuższy post
pozdrawiam i życzę tak słonecznych dni jak dziś !
środa, 26 marca 2014
pierwszy raz w ciasnych czterech ściankach
Trzy tygodnie temu (wiem, regularność, wiem), na zajęciach z tłumaczeń konsekutywnych na podyplomówce pani Doktor postanowiła zapewnić nam, słuchaczom, rozrywkę i nowe doświadczenie. Otóż, wykorzystaliśmy stojącą z tyłu sali, ponad dwudziestoletnią KABINĘ. Tak, zgadza się, mieliśmy możliwość sprawdzić jak 'to' jest. Ze słuchawkami i całą resztą.
Wyglądało to tak:
(generalnie grupa jest ośmioosobowa, więc też szału nie robi)
po podłączeniu całego sprzętu (co chwilę trwało) i wybraniu odpowiednich słuchawek (czytaj: działających i mało kruszących się), wybraliśmy osobę, która miała przedstawiać swoją prezentację i dwóch 'chętnych' tłumaczy do kabiny. No i się zaczęło.
Niektórym z nas szło naprawdę rewelacyjnie. Zupełnie tak, jakby całe życie nic innego nie robili! Spokój, opanowanie, było słychać, że wiedzą o czym mówią (a prezentacje widzieliśmy pierwszy raz na oczy).
Tak w ramach wyjaśnienia:
tłumaczenie kabinowe to odmiana symultanicznego. Polega na tym, że tłumacz (zazwyczaj para tłumaczy of whatever gender;) siedzi w kabinie (pomieszczenie z biurkiem, rozmiaru mniej więcej 1,5x1,5m, więc szału nie robi. Zarówno tłumacz jak i słuchacze mają założone słuchawki, a mówca musi mówić do mikrofonu. I tak w trakcie jak mówca przedstawia swoją pracę, tłumacz przekłada tekst na język docelowy tak, że słuchacze słyszą w słuchawkach wersję dostosowaną językowo do ich potrzeb.
Zalety?
- tłumacz słyszy tylko mówcę, nie rozpraszają go żadne dźwięki ze strony 'wrogiego tłumu'
- fakt faktem, jest to całkiem ekstremalny sposób na podnoszenie sobie adrenaliny:)
- można się sprawdzić. Naprawdę
Wady?
- jesteśmy zamknięci w małym, dusznym pomieszczeniu w dwie osoby
- polskie realia są takie, że organizator nie mający doświadczenia czy wiedzy o takiej pracy wymaga od nas całego dnia pracy w takich warunkach psychicznych
- wielkie obciążenie dla psychiki - przez długi czas trzeba być maksymalnie skupionym, działać błyskawicznie
- nawet jeśli tłumaczy partner, musimy być w ciągłej gotowości w jego słabszej chwili i vice versa
Można mnożyć
Razem z koleżanką tłumaczyłyśmy na polski tekst o fotografii, fotografowaniu sylwetek. Przesłony, migawki i inne cudeńka. Łatwo nie było, było bardzo dużo 'eeeeeeee' i ciszy, ominiętych zdań i w ogóle. Ale koleżanka ma takie podejście do życia, że co by się nie działo to wzrusza ramionami i leci dalej, a jak nie wie to przełącza na partnera ;) w efekcie miałyśmy dużo śmiechu i bardzo mi się podobało :)
Czy mogłabym tak pracować? Nie wiem. Na pewno jest to łatwiejsze niż tłumaczenie typowo konsekutywne, gdy musimy robić notatki i polegać na własnej pamięci. Tu 'lecimy' za mówcą, jego prezentacjami. Nie powiem z całą pewnością, czy tak jest łatwiej.
I tak na razie zostaję przy faworyzowaniu pisemnych tłumaczeń :)
Kolorowych snów!
niedziela, 2 marca 2014
źródła
Witajcie
Jak student nie ma czasu, żeby siedzieć w podręcznikach i wkuwać słówka, a koniecznie chce coś robić z językiem, to co robi? Słucha radia. Albo - czyta gazety!
Niestety, na ogólnodostępnym rynku nie ma zbyt wielu publikacji wspomagających naukę języka nie będąc jednocześnie podręcznikiem. Już kilka lat temu korcił mnie magazyn 'English matters', ale ze względów wieku i zależności finansowej (czytaj: rodzice) było to małoosiągalne. Numer kosztuje 9,5 zł i wychodzi NIESTETY raz na dwa miesiące. Ale ostatnio postanowiłam się przemóc i zaopatrzyłam się w owo czasopismo i w dodatek, który akurat był dostępny.
Każdy, komu ten magazyn wpadł w ręce chyba przyzna, że jest ciekawą formą pomocy naukowej. Dla mnie miłą odmianą jest to, że mogę odświeżać język, poznawać słownictwo i dowiadywać się interesujących rzeczy o świecie jednocześnie. A co ciekawe - mogę robić to wszystko czytając wciągające artykuły, a nie rozwiązując tysięczne zadanie z gramatyki czy wkuwając słówka z zakresu 'dom-środowisko-etc (hej, wiem że to też jest istotne).
Wartościowym elementem czasopisma jest również możliwość odsłuchania niektórych artykułów na stronie internetowej wydawnictwa. Uwaga - czasopisma powstają nie tylko w języku angielskim :)
English Matters to magazyn dla uczących się języka angielskiego. Po doświadczeniu trzech egzemplarzy - na pewno nie dla początkujących, myślę, że może być fajną powtórką czy rozwinięciem dla poziomu mniej więcej matury rozszerzonej. Strona oferuje nagrania niektórych artykułów, przez co można poćwiczyć słuchanie, jak i worksheety dla nauczycieli do jednego czy kilku artykułów. Co może być przydatne, dostępne są również gotowe do druku listy słówek z każdego numeru. Bardzo przydatne!
Niedługo zamieszczę coś na temat kultury brytyjskiej, mam nadzieję, że uda mi się to zrobić w miarę krótkim okresie czasu.
Miłego powrotu do pracowniczego tygodnia!
A tymczasem, zapraszam na nowy adres mojej strony www:
www.english24na7.pl
Jak student nie ma czasu, żeby siedzieć w podręcznikach i wkuwać słówka, a koniecznie chce coś robić z językiem, to co robi? Słucha radia. Albo - czyta gazety!
Niestety, na ogólnodostępnym rynku nie ma zbyt wielu publikacji wspomagających naukę języka nie będąc jednocześnie podręcznikiem. Już kilka lat temu korcił mnie magazyn 'English matters', ale ze względów wieku i zależności finansowej (czytaj: rodzice) było to małoosiągalne. Numer kosztuje 9,5 zł i wychodzi NIESTETY raz na dwa miesiące. Ale ostatnio postanowiłam się przemóc i zaopatrzyłam się w owo czasopismo i w dodatek, który akurat był dostępny.
Każdy, komu ten magazyn wpadł w ręce chyba przyzna, że jest ciekawą formą pomocy naukowej. Dla mnie miłą odmianą jest to, że mogę odświeżać język, poznawać słownictwo i dowiadywać się interesujących rzeczy o świecie jednocześnie. A co ciekawe - mogę robić to wszystko czytając wciągające artykuły, a nie rozwiązując tysięczne zadanie z gramatyki czy wkuwając słówka z zakresu 'dom-środowisko-etc (hej, wiem że to też jest istotne).
Wartościowym elementem czasopisma jest również możliwość odsłuchania niektórych artykułów na stronie internetowej wydawnictwa. Uwaga - czasopisma powstają nie tylko w języku angielskim :)
English Matters to magazyn dla uczących się języka angielskiego. Po doświadczeniu trzech egzemplarzy - na pewno nie dla początkujących, myślę, że może być fajną powtórką czy rozwinięciem dla poziomu mniej więcej matury rozszerzonej. Strona oferuje nagrania niektórych artykułów, przez co można poćwiczyć słuchanie, jak i worksheety dla nauczycieli do jednego czy kilku artykułów. Co może być przydatne, dostępne są również gotowe do druku listy słówek z każdego numeru. Bardzo przydatne!
Niedługo zamieszczę coś na temat kultury brytyjskiej, mam nadzieję, że uda mi się to zrobić w miarę krótkim okresie czasu.
Miłego powrotu do pracowniczego tygodnia!
A tymczasem, zapraszam na nowy adres mojej strony www:
www.english24na7.pl
środa, 12 lutego 2014
Motywacja
Tym razem będzie nie tyle o angielskim co "dookoła" języka i nauki w ogóle.
Jak myślicie, co jest najważniejsze w jakiejkolwiek dziedzinie życia? Niech to będzie nauka języka, pójście na zakupy, odrobienie lekcji, nauczenie się na egzamin, znalezienie i utrzymanie pracy, zrobienie obiadu... można by tak wymieniać w nieskończoność. Każdy aspekt naszego codziennego życia, od momentu wstania z łóżku do czasu położenia się w nim, to góra decyzji, które, chcąc nie chcąc, muszą zostać przez nas podjęte.
DECYZJA
To słowo-klucz. Codziennie podejmujemy ich setki, a nawet tysiące. Od tych błahych, niemalże "nieświadomych", do tych ważących na naszym życiu, w bliższym lub dalszym znaczeniu tego słowa. Przykład? Którakolwiek nie byłaby godzina, gdy czytasz ten post masz za sobą najpewniej dziesiątki lub setki decyzji, chociażby - wstanie z łóżka, ubranie się (co ja mam na siebie włożyć?!), śniadanie, kawa, włączenie komputera.... Nasze życie składa się z góry decyzji, o których nawet nie myślimy.
Tymczasem te decyzje, o których nawet nie myślimy, kształtują naszą codzienność i życie. Z ich pomocą tworzymy rutyny dnia codziennego, lub też z nich rezygnujemy.
Właśnie gdy chcemy podjąć decyzję o ZMIANIE rutynowego, wpojonego nam działania, potrzebujemy, mniejszej lub większej, MOTYWACJI.
Bo czym jest motywacja? Najprościej mówiąc, jest to powód. Powód, dla którego uznajemy, że chcemy, warto coś zmienić. Że ta zmiana spowoduje, że nasze życie stanie się lepsze. Brzmi pięknie. Problem polega na tym, że pomiędzy znalezieniem motywacji a wytrwaniem w postanowieniu jest jeszcze piekielnie długa droga. Psychologowie twierdzą, że aby motywacja była skuteczna, musi ona pochodzić z WEWNĄTRZ nas samych. Czyli, podejście "robię tak bo ktoś mi każe" może (ale nie musi!) nam nic nie dać, bo dopóki nie znajdziemy w nas samych powodu do zmiany, sami nie będziemy wewnętrznie do niej przekonani, to w większości przypadków jesteśmy skazani na porażkę. Powód? To nie jest nasza motywacja wewnętrzna, tylko wzbudzona przez kogoś lub coś z zewnątrz. A w chwili, gdy sami chcemy coś zmienić i będziemy działali na zasadzie małych kroczków, będziemy mogli przysłowiowe góry przenosić. A dlaczego? Bo będziemy mieć SIŁĘ! która weźmie się z przekonania, że możemy wziąć życie w nasze ręce, zmienić je, przestać narzekać i stworzyć sobie lepszą przyszłość i świat niż, ten, który ma nam do zaoferowania zwykła codzienność i państwo.
Dziękuję blogom z Blogowej Grupy Samorozwoju za motywację do działania :)
http://www.twojwybortwojaprzyszlosc.pl/
http://lasubmersion.blogspot.com/
i wielu innym :)
Jak myślicie, co jest najważniejsze w jakiejkolwiek dziedzinie życia? Niech to będzie nauka języka, pójście na zakupy, odrobienie lekcji, nauczenie się na egzamin, znalezienie i utrzymanie pracy, zrobienie obiadu... można by tak wymieniać w nieskończoność. Każdy aspekt naszego codziennego życia, od momentu wstania z łóżku do czasu położenia się w nim, to góra decyzji, które, chcąc nie chcąc, muszą zostać przez nas podjęte.
DECYZJA
To słowo-klucz. Codziennie podejmujemy ich setki, a nawet tysiące. Od tych błahych, niemalże "nieświadomych", do tych ważących na naszym życiu, w bliższym lub dalszym znaczeniu tego słowa. Przykład? Którakolwiek nie byłaby godzina, gdy czytasz ten post masz za sobą najpewniej dziesiątki lub setki decyzji, chociażby - wstanie z łóżka, ubranie się (co ja mam na siebie włożyć?!), śniadanie, kawa, włączenie komputera.... Nasze życie składa się z góry decyzji, o których nawet nie myślimy.
Tymczasem te decyzje, o których nawet nie myślimy, kształtują naszą codzienność i życie. Z ich pomocą tworzymy rutyny dnia codziennego, lub też z nich rezygnujemy.
Właśnie gdy chcemy podjąć decyzję o ZMIANIE rutynowego, wpojonego nam działania, potrzebujemy, mniejszej lub większej, MOTYWACJI.
Bo czym jest motywacja? Najprościej mówiąc, jest to powód. Powód, dla którego uznajemy, że chcemy, warto coś zmienić. Że ta zmiana spowoduje, że nasze życie stanie się lepsze. Brzmi pięknie. Problem polega na tym, że pomiędzy znalezieniem motywacji a wytrwaniem w postanowieniu jest jeszcze piekielnie długa droga. Psychologowie twierdzą, że aby motywacja była skuteczna, musi ona pochodzić z WEWNĄTRZ nas samych. Czyli, podejście "robię tak bo ktoś mi każe" może (ale nie musi!) nam nic nie dać, bo dopóki nie znajdziemy w nas samych powodu do zmiany, sami nie będziemy wewnętrznie do niej przekonani, to w większości przypadków jesteśmy skazani na porażkę. Powód? To nie jest nasza motywacja wewnętrzna, tylko wzbudzona przez kogoś lub coś z zewnątrz. A w chwili, gdy sami chcemy coś zmienić i będziemy działali na zasadzie małych kroczków, będziemy mogli przysłowiowe góry przenosić. A dlaczego? Bo będziemy mieć SIŁĘ! która weźmie się z przekonania, że możemy wziąć życie w nasze ręce, zmienić je, przestać narzekać i stworzyć sobie lepszą przyszłość i świat niż, ten, który ma nam do zaoferowania zwykła codzienność i państwo.
Dziękuję blogom z Blogowej Grupy Samorozwoju za motywację do działania :)
http://www.twojwybortwojaprzyszlosc.pl/
http://lasubmersion.blogspot.com/
i wielu innym :)
poniedziałek, 27 stycznia 2014
styczeń
I znowu długa przerwa. Tyle się dzieje, że nawet nie wiem, kiedy mijają mi poszczególne dni, nie mówiąc o tygodniach! Na studiach i w szkole podyplomowej jest sporo pracy - jak zwykle pod koniec semestru.
Najbliższe tygodnie:
nauka i zaliczenie wykładu o diasporze i globalizacji (lit i kultura brytyjska)
tłumaczenie tekstów na zajęcia z tłumaczeń prawnych
wydrukowanie materiałów z podyplomówki (w końcu trzeba!)
poszukanie podręczników dla moich uczniów
własny development - magisterka i studia
I tak mniej więcej to się rozkłada
A wracając do idiomów:
w miarę dostępności czasu przerabiam wspominaną wcześniej książeczkę, jednak nie jestem z niej zadowolona - idiomów nie ma w niej zbyt dużo, chciałabym czegoś więcej :)
za to staram się w marę regularnie podrzucać jakieś ciekawe znalezisko na moim profilu facebookowym - serdecznie zapraszam:
https://www.facebook.com/English24na7
i do zobaczenia, mam nadzieję, że o wiele szybciej!
Najbliższe tygodnie:
nauka i zaliczenie wykładu o diasporze i globalizacji (lit i kultura brytyjska)
tłumaczenie tekstów na zajęcia z tłumaczeń prawnych
wydrukowanie materiałów z podyplomówki (w końcu trzeba!)
poszukanie podręczników dla moich uczniów
własny development - magisterka i studia
I tak mniej więcej to się rozkłada
A wracając do idiomów:
w miarę dostępności czasu przerabiam wspominaną wcześniej książeczkę, jednak nie jestem z niej zadowolona - idiomów nie ma w niej zbyt dużo, chciałabym czegoś więcej :)
za to staram się w marę regularnie podrzucać jakieś ciekawe znalezisko na moim profilu facebookowym - serdecznie zapraszam:
https://www.facebook.com/English24na7
i do zobaczenia, mam nadzieję, że o wiele szybciej!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



